Ciężko było mi podjąć decyzje o
powrocie, zostawić te miejsce które tak bardzo pokochałam. Ale czułam że muszę
wrócić choćby po to by zrobić szkołę średnią.
Dzisiaj rano wstałam, wyszykowałam
się do pracy jak zawsze, mój pobyt w górach nie chybnie dobiegał kresu na moje
własne życzenie. Obiecałam sobie gdy tylko skończę dniówkę skontaktuje się z
Lexi (moja przyjaciółką), by poinformować że wracam do niej i do tego
wszystkiego co zostawiłam.
Jak dla mnie dzień bardzo szybko się
kończył, gdy wszystko było zrobione. Siadłam przed schroniskiem odpaliłam
laptopa i napisałam do niej. Nie musiałam długo czekać na jej odpowiedzi.
Moja komórka się odezwała.
Spojrzałam na wyświetlacz : Lexi
-Halo? –powiedziałam
-Cathy! Naprawdę wracasz? Ale kiedy? – dopytywała się
-Tak naprawdę, wracam za dwa dni. Jak
chcesz możesz po mnie wyjść.
-Jasne! To jak będziesz już blisko
to puści sygnał. – powiedziała ucieszona
Nadszedł mój dzień, wczoraj wieczorem
spakowałam swoje rzeczy, zostawiłam tylko ubranie w którym miałam schodzić,
czekałam bardzo długo by to włożyć, ale gdy tylko zaczęłam się ubierać zauważyłam
że te moje ciuchy są za duże, workowate, cieszyłam się jak dziecko. Udało mi się
zrzucić swoja wagę, to tak bardzo że tego się nie spodziewałam. Wiecie gdy
zakładałam buty górskie i zabierałam plecak z pokoju w którym spędziłam dość
czasu poczułam smutek i myśl czy na pewno chce opuścić mój kawałek świata w
którym wszystko jest takie proste. Zebrałam się w sobie i wyszłam z pokoju zamykając
go na klucz, pomyślałam sobie w tedy że gdy coś nie pójdzie po mojej myśli
zawsze mogę wrócić. Pożegnałam się z właścicielką schroniska. Wyszłam przed
budynek, zajęłam swoje ulubione miejsce i w milczeniu żegnałam się z moimi
kochanymi górami, z każdym jednym wzgórzem jakie widziałam, gdy powiał wiatr
miałam wrażenie że one też się zemną żegnają na jakiś czas. Musze się wam
przyznać że zawsze gdy poczułam ciepły wiatr, chciałam wierzyć że to moja babcia
daje mi znać że jest ze mną. Wydaje mi się że gdy jestem w górach jestem bliżej
niej…